Czemu nie ma wiernych ekranizacji książek?

Scroll this

Weź do ręki dowolną książkę, na podstawie której powstał film. Zastanów się, czy przeniesiono wiernie ją na ekran. Oczywiście, że nie. Chcesz wiedzieć, dlaczego tak się stało? Zapraszam do lektury.

Dla uproszczenia przyjmijmy, że w całym tekście, gdy piszę o książkach, mam na myśli dowolny twór literacki, nie wyłączając z tego sztuk teatralnych i komiksów. Nie chcę za każdym razem pisać książek/komiksów/sztuk teatralnych. To niepotrzebne nabijanie znaków, a nie o to w tym tekście chodzi. Dodatkowo czasem zdradzam ważne wydarzenia z pewnych filmów/książek. Wszystkie tego typu informacje są zapisane białą czcionką. Zaznaczasz je na własną odpowiedzialność.

Najważniejszy problem

Jeśli miałbym podać przyczynę, przez którą nie da się zrobić w 100% wiernej ekranizacji dowolnej książki, wskazałbym główną różnicę pomiędzy tymi dwiema skrajnie różnymi gatunkami sztuki, czyli sposób przekazywania odbiorcy treści. Czytając książkę, poznajesz myśli głównych bohaterów, a fabuła może zostać zaprezentowana przy pomocy zabiegów niedostępnych w innych środkach przekazu. Spróbuj uczynić głównego bohatera filmu zabójcą i nie zdradzić jego sekretu przez cały obraz. Oczywiście można z tego zrobić zwrot akcji, ale ciężko to poprawnie ukryć i mniej lub bardziej subtelne wskazówki musisz zostawić. Nie możesz zmienić aktora, który zabija, więc jeśli ten zacznie opowiadać w książce o morderstwie, to choćbyś zatańczył i zaśpiewał, trzeba to pokazać widzowi. W książce jest to możliwe (patrz Zabójstwo Rogera Ackroyda).

Ciężko też ukazać myśli bohaterów. W książce bohater może nawet dwie strony myśleć na tym, co powiedzieć innej postaci. W filmach nie jest możliwe pokazanie tego we właściwy sposób. Wyobrażasz sobie pięciominutowy monolog, gdy ktoś przechadza się nad jeziorem i rozmyśla? Kilka takich scen w filmie i jego tempo spadłoby na tyle, by widz zaczął decydować się na kolor sufitu w sypialni podczas seansu.

Pół biedy, gdy to, co sobie ktoś myśli da się prosto pokazać (np. obrzydzenie czy zakochanie można zaprezentować odpowiednim wyrazem twarzy). Co, jednak gdy ważna dla rozwoju fabuły informacja musi być pokazana w taki sposób? Ktoś musi to powiedzieć na głos. To powoduje spadek wierności ekranizacji względem pierwowzoru, a czasem zmienia relacje między bohaterami.

Jeszcze trudniej jest, gdy książka jest zapisana nietypowo. Spróbujcie oddać na ekranie powieść zapisaną za pomocą listów (Love, Rosie). Jest to niemożliwe i pewne rzeczy trzeba było wyciąć, by dało się ten film obejrzeć. Swoją drogą zarówno książka, jak i film dostarczają całkiem przyjemnej rozrywki. To ten rzadki przypadek, gdy ekranizacja po wycięciu niemal połowy scen i zmianie kilku kluczowych nie traci na atrakcyjności.

Pieniądze i seks

Nie można też pokazać rzeczy, których społeczeństwo nie akceptuje. Wyobraźcie sobie scenę, gdy dziesięcioletnia dziewczynka kąpie się nago z czterdziestoletnią kobietą w strumieniu (The Secret Life of Bees). Nie ma tam nic erotycznego (chyba że kogoś kręcą małe dziewczynki, ale to się leczy ołowiem). Nikt o zdrowych zmysłach nie nakręci tej sceny. W książce nie ma problemu z umieszczeniem jej, ale już film musi zapomnieć o tym. Lista organizacji, które rzuciłyby się, by rozszarpać reżysera powyższego tworu, sięga zenitu.

Od wielkiego święta podobnego typu rzeczy widzimy w filmach, ale to niewielka część tego, co można pokazać i każdy twórca dwa razy przemyśli taką scenę. Nie twierdzę, że to konieczne, ale scenarzysta musi się mocno nagłowić jak to obejść i co wyciąć z oryginału by efekt nadal miał sens. Swoją drogą nie bawi Cię to, że jako widzowie tolerujemy nawet skrajną przemoc, a mocniejsze sceny erotyczne są powszechnie krytykowane? Sama nagość jest często niemal tematem tabu.

W 2019 powstał musical na podstawie „Sekretnego życia pszczół” zdjęcie Ahron R. Foster

Jeszcze większym problemem jest budżet danej produkcji. Pisarz może stworzyć, co tylko chce, nie licząc się z kosztami. Zniszczenie Nowego Jorku? Indianie w czasach współczesnych? Pięćdziesiąt postaci pobocznych? Nie ma sprawy. Scenarzysta wraz z reżyserem nie mogą sobie pozwolić na podobną rozrzutność. Najczęstszym powodem wycinania kolejnych scen z książki są właśnie koszty ich tworzenia.Jeśli coś zajmowało w książce kilka stron i nie jest jednym z najważniejszych wydarzeń, to bez skrępowania można to wyciąć, tym samym redukując koszty. Spójrzcie na ekranizację pierwszych trzech części przygód Harry Pottera. Pewne rzeczy, które usunięto (np. scenę odbierania smoka przez brata Rona) wyrzucono, bo nie były zbyt ważne, by je zostawić. Ich brak dokuczał tylko największym potteromaniakom.

Zresztą jak scenarzysta puści wodze wyobraźni, to dostajemy takiego „Kick-Ass” gdzie ogólne założenia komiksu tylko częściowo zostały przeniesione na ekran a motywacje niektórych bohaterów i ich główne zasady zostały zmienione. Nie jest to pierwszy tego typu zabieg w historii kina, ale pierwszy, który przychodzi mi na myśl, jak piszę ten tekst. Ku ironii jest jeden przypadek, gdzie scenariusz zdecydowanie zyskał na częściowej zmianie motywacji bohatera – słynny Forrest Gump. Jeśli kiedykolwiek przeczytasz książkę, zrozumiesz, że scenarzysta tego filmu dokonał cudu. Z książki, którą chciałem wyrzucić przez okno, uczynił jeden z moich ulubionych filmów.

Wracając jeszcze na chwilę do Harry Pottera to zwróć uwagę, że bohaterowie w trzeciej części są ubrani dość nowocześnie. Jeśliby spojrzeć na rok, w którym toczy się powieść, to coś się wyraźnie nie zgadza. W tamtych czasach tak się młodzi ludzie nie ubierali. Za zmianę odpowiedzialny jest reżyser, który świadomie podjął taką decyzję. To mało znacząca dla fabuły zmiana, lecz jest kolejną rzeczą, która odróżnia film od pierwowzoru. Takie zmienianie detali jest dość popularne, zwłaszcza jeśli może się połączyć z poprzednim podpunktem (czytaj oszczędnościami).

W przypadku komiksów często dochodzi jeszcze sprawa licencji. Jedno studio może korzystać z takich postaci, inne ma prawa do innych, a jeszcze inne posiada studio X. Jeśli znasz X-Men: Przeszłość, która nadejdzie, to doskonale wiesz, że z komiksem, o który został oparty, nie ma dużo wspólnego. Owszem nie ignoruje go całkowicie, ale masa rzeczy została zmieniona. Podobnie było np. z Avengers, gdzie trzeba było stworzyć własną wersję kosmitów, bo studio nie miało praw do odpowiedniej.

Przypadki można mnożyć.

Z ciekawostek warto jeszcze odnotować problem z biografiami i „Games of Thrones”. Te pierwsze to olbrzymi materiał źródłowy, który trzeba zmniejszyć choćby z powodu jego wielkości – nierzadko taka opowieść o życiu człowieka to kilkadziesiąt lat, które przeniesione na ekran trwałyby kilka godzin lub zrelacjonowano by pobieżnie.

W historii powstawiania filmu „Psycho” akcenty są położone zupełnie inaczej w książce niż w filmie. Ten opowiada głównie o relacji Hitchcocka z żoną a książka o całym procesie powstawania włącznie z opisem kolejnych perypetii aktorów i ludzi go tworzących. „Games of Thrones” to ciekawy melanż pisarza i scenarzysty. Autor oryginalnego cyklu sam pisze scenariusz do serialu nań opartym. Wprawdzie zmienia niektóre sceny, ale jakby nie patrzeć ma swoje pełne poparcie przy tym :DNigdy nie będzie w 100% wiernej ekranizacji książki. Zawsze zdarzy się jakiś dobry powód, by zmienić lub wyciąć pewne wątki. Warto mieć świadomość, że nie zawsze jest to złośliwość scenarzystów. Częściej to przykry obowiązek.

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *